ale wiem czemu ją piję
cierpki smak powoduje,
że nie płaczę.
bo Bóg dał mi uczucia,
uczucia napędzają do działania,
a działanie owocuje twórczością.
Feel. Create. Inspire. Believe.
A motherless child
is like a blade of grass
prone to every wind
wishing for the time to pass
For such a child,
the spring don't come
and no winter is mild
and no place is home...
For such a child,
how one happiness finds?
with no twinkling star
with no diamonds in the sky...
Kolorowe kredki w pudełeczku noszę
dziadek i ty także
malowaliście trochę
Kolorowe kredki bardzo lubią mnie
chociaż wciąż mi każesz
wyrzucić je...
Kolorowe kredki kiedy je poproszę,
Namalują wszystko to co chcę
więc czemu nienawidzisz
wszystkiego co ja tworzę?
Namalują dom, prawdziwy,
i do przytulenia kota
i wesoły uśmiech, kiedy wzrok masz mściwy...
I never said I was angelkin
"a human" sums up the essence of mine
Nevertheless, sometimes a thing under my skin
reminds me of what for my sight is blind:
when I fade away into dreams
and the grim night draws near
or when my heart shudders in fear
and gloom is what the world me brings...
There, on my back, feathers spring
a pair of weighty wings they form
all the sorrows and sores out by them I sing
to wash my pains away as off they fall...
A więc umarłeś.
Trumna z mądrych ksiąg, gwoździe inkwizycyj,
marsze wyzwolenia zamiast hymnów w listach do Koryntian
i nagrobek pozłacanego tryptyku:
każdy wbił choć raz łopatę i przysypał raz garścią ziemi
nawet Ja, bywa
Dawno temu
kiedy nie sięgałam głową blatu stołu
prowadzano mnie na twoje pogrzeby, mówili
Ciesz się, to dla Ciebie
jego krew jest Twoją krwią
Potem Mi wytłumaczyli, że żyjesz nadal
tylko umarłeś raz, bo trzeba było
a właściwie – to nie umarłeś i nie żyłeś nigdy
Wkrótce ogłoszono twoją śmierć ponowną
i że jedyny chrześcijanin – to na krzyżu był
ale nikt się nie przejął, żyjemy dalej
bo po co komu czyjaś krew i rozdrapywanie sprawy?
Umarłeś i tyle.
Dzisiaj widzę, jak próbują cię wskrzeszać
a przecież już dawno po Zmartwychwstaniu
i nie ma nawet Wielkanocy
Są znaki, cuda, niewidy
i płaczący krwiście posążek matki
twojej i wszystkich twoich braci, których nie miałeś
- trochę nadopiekuńczej -
zajęła się przecież wszystkimi
twoimi kolegami, nie pytając o zdanie
Poza nią – nie ma już dla ciebie miejsca
Więc, jak widzisz, umarłeś.
To dziwne, bo z tobą rozmawiałam
czasem, przed snem, zanim zasnęłam
kiedy nie sięgałam jeszcze sercem blatu stołu
opowiadałam ci i polecałam się na przyszłość
Słuchasz zawsze uważnie i notujesz wszystko,
Ja wiem, bo cicho skrobiesz piórem
po pergaminach ksiąg niewiecznych
Mój Bóg żyje i ma się dobrze
jedno serce to jest dosyć miejsca
dla całego świata, On zmieści się
i wszystcy Jego bracia z Józefa i Pokalanej-W-Końcu Marii też
Gdyby Bogowie mogli umierać
nie byliby wieczni, dlatego Bogowie nie umierają nigdy
On nie smuci się, że Go mylą z tobą
że Mu grają marsza do chryzantem
- On wie, że znajdzie się kilku sprawiedliwych
zostanie parę miast, które uratują
potem pójdzie Nam z górki
Boisz się.
Mnie też strach
by obleciał
na Twoim miejscu.
Przed Tobą ogromna armia -
zastępy Zniechęceń
pułki Pokus
odziały Obaw
drużyny Drżeń
watahy Wątpliwości
stada Smutków.
Demony, w zbrojach,
dumne, pod sztandarem
Zła, aż po horyzont.
Boisz się, martwisz,
czy podołasz.
Co ja?
Ja już nie znam trwogi.
Myślisz - że bez sojuszników?
Mylisz się!
Nie, nie ja.
Ten blask, co ode mnie niby
to nie moje skrzydła i
nie moja aureola.
Przyjrzyj się.
Dobrze widzi się tylko sercem.
Tam od wschodu,
gdzie jasno. Kawaleria!
Nie widzisz...?
Róg w Twojej dłoni. On działa.
Wiemy, że wyglądają raczej słabo.
To tylko pozór,
potęga ich nieprzebrana
tkwi w Dowódcy
i nieskończone mają odwody.
Jest tylko jedna cena.
Głos, co ich wzywa,
musi być szczery, pokorny...
To trudne.
Tamci nie wymagają... ponoć.
Dostaniesz wszystko, czego zapragniesz,
ale tylko tam, gdzie sięgają.
Prawdziwy spokój jest za horyzontem.
Kiedyś słońce wzejdzie i ciemne sztandary
u p a d n ą
Nagroda sprzymierzeńców czeka o świcie.
To długo, tak. Zdążysz zginąć co najmniej raz.
Już czujesz chęć, by iść tam
i zanim ucierpisz
zaznać rozkoszy życia.
Pocieszenie słoneczne zdaje się zbyt odległe.
Tak, też to czuję,
a jednak stoję tutaj.
Nie przykuję Cię do siebie,
idź, jeśli chcesz.
Jednak rogu nie uda Ci się wyrzucić
- a jeśli usłyszę jego czystą chęć skruchy,
wyciągnę rękę i znów
opowiem Ci o stronach konfliktu,
który tylko przeczuwasz.
Być może Ty kiedyś usłyszysz mój róg
(nie mówię, że mnie to nie sięga).
Ale ja widzę armie, co stoją, widzę potyczki
i widzę, kto trzyma chorągwie...
Po kłótni z bratem